Uratować amerykańskie seriale. O tym jak serwisy streamingowe uratowały rynek amerykańskich seriali. Część 2.

Kontynuacja poprzedniego wpisu.

Różnica pomiędzy produkcjami serwisów VoD a telewizyjnych jest zasadnicza. Na VoD mamy w momencie premiery dostępny cały sezon serialu – tak jest w każdej produkcji Netflixa czy Amazon Video. Natychmiast możemy obejrzeć wszystkie odcinki danego sezonu, czy to w popularny sposób – binge watching – czyli „wszystko na raz” albo możemy sobie dowolnie dawkować emocje.

I w tym tkwi właśnie zasadnicza różnica. Scenarzyści seriali tworzonych przez te serwisy nie mogą sobie pozwolić na fuszerkę. Serial ma wciągać, a każdy odcinek ma być po prostu ciekawy. Nie można sobie pozwolić na odcinki nudne, gdyż nasz widz ma pilota w ręku i w każdej chwili może odcinek sobie przewinąć, klnąc wniebogłosy. Ale przecież – powiecie – telewizję też można sobie przewijać. No dobra, ale przewiniemy – do końca odcinka. Następny odcinek dopiero za tydzień. A w VoD – od razu. O ile telewizja może sobie pozwolić na odcinki-zapychacze, które służą jedynie na podtrzymywaniu oglądalności i oszczędności budżetowych, tak VoD już nie bardzo.

Teraz warto sobie przeanalizować taki serial The Walking Dead i jak by wyglądał, gdyby np. realizował go Netflix? Obecnie serial ten niestety przeżywa od kilku sezonów rosnącą stagnację i frustrację fanów. Format 16 odcinków i dzielenia sezonu na „dwa” po osiem, nie służy za dobrze temu serialowi, o czym świadczą ostatnie odcinki. Akcja jest pchana do przodu, jednakże pomiędzy ostatnim odcinkiem half-season a end-season właściwie nic się nie dzieje. Scenarzyści opanowali mistrzostwo w scenach, które przedłużają odcinek, a jednocześnie kompletnie nic nie wnoszą do fabuły, np. scena spożywania przez bohatera posiłku – stawiamy aktora na już wybudowanym planie i dajemy mu do żarcia, jakąś puchę fasoli. 10 minut odcinka mamy z głowy. Napiszemy mu jeszcze z 5. dennych zdań. Ale o Walking Dead i jego ułomnościach, może poświęcę inny wpis.

W takim Netflixie sprawa wyglądałaby inaczej. Nikt nie chciałby oglądać jedzącej postaci, akcja musi być wartka i nie ma czasu na takie dyrdymały. Albo serial będzie dobry albo w ogóle się nie sprzeda. Widać to na przykład w serialu Narcos – nie ma tam czasu na gapienie się w ścianę przez 10 minut i wewnętrzne monologi bohatera. I to się chwali.
Przez różne zapychacze wydaje się, iż oberwała również ekipa od Gry o Tron. Akcja ostatniego sezonu przyspieszyła, aż na złamanie karku, chociaż osobiście mi się ogromnie podobała, to widać, iż na realizację serialu zaczyna nieco brakować pieniędzy. O ile ostatni sezon można by przyrównać do tempa realizacji seriali VoD, tak jeszcze poprzednie sezony były dosyć wolne. Niekończąca się podróż Brana z Hodorem do trójokiej wrony, czy też inne wątki, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Bo jak już mamy seta (czyli plan filmowy), to ciągnijmy z niego aż do ostatniej minuty, a co tam!
Dla przykładu również warto zaznaczyć, że serwisy VoD nie tylko wprowadzają zdrową konkurencję w nieco zatęchły format telewizyjny, ale również wskrzeszają dawne seriale. Przykładem jest The Gilmore Girls na kontynuację którego fani czekali bardzo dużo lat. Netflix postanowił odkupić prawa do realizacji tego serialu, wydając 4-odcinkową kontynuację w formie długich, półtoragodzinnych epizodów. Jednocześnie uszczęśliwiając fanów ponad miarę, gdyż żadna ze stacji telewizyjnych, ogromnie swego czasu popularnego serialu, kontynuować nie chciała.
Inna sprawa to długość odcinków właśnie. VoD niestety (albo stety) przejęła trochę „choroby” z zatęchłego formatu telewizyjnego, a mianowicie – „chorobę” pieczołowicie trwających idealnie taką samą ilość minut i sekund odcinków serialu. Nie zawsze się ten format sprawdza – z pewnością pozwala dla widza obliczenie z dokładnością, ile czasu musi przeznaczyć dla danego serialu. Na scenarzystach niestety wymusza bolesne ograniczenia w rozkładzie scen danego odcinka serialu. 
Jak widzicie wyżej, posłużę się przykładem serialu Sons of Anarchy czyli Synowie Anarchii po naszemu. Twórca serialu, Kurt Sutter podpisał ze stacją FX bardzo ciekawy kontrakt – otóż odcinki Synów Anarchii mają różną długość – od 45 do aż niekiedy 80-90 minut np. w przypadku finałowych odcinków poszczególnych sezonów. Efekt był taki, że serial mógł „oddychać”, a poszczególne wątki mogły zostać w prawidłowy sposób rozwinięte – bez zbędnych cięć i urywków. 
VoD, które przecież jest całkowicie wolne od formatu telewizyjnego, również mogłoby poeksperymentować z różną długością odcinków. Nie każdą historię da się odpowiednio opowiedzieć w formacie 45minut, no chyba że mamy do czynienia z Dr House’m, w którym jakieś 90% odcinków ma określony układ scen, zakończonych klamrą kompozycyjną – czyli diagnozą lekarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *