Ferguson FBOX4X recenzja Android Boxa pod telewizor – uważajcie na to „coś” – ku przestrodze

 

Jestem fanem elektroniki. Wielkim fanem. W szczególności lubię tańsze urządzenia, gdyż lubię w nich przede wszystkim odkrywać „drugie dno” – przerabiać, customizować pod swoje i innych potrzeby. Ci, którzy mnie znają bliżej, doskonale wiedzą, że mam anielską cierpliwość do elektroniki i potrafię dłubać przy najgorszym g.. świata godzinami i bluzgać tylko w najgorszych momentach. Ale tutaj moja cierpliwość niestety nie wytrzymała…

Disklajmer do producenta: Niniejsza recenzja stanowi dozwoloną krytykę urządzenia Ferguson FBOX4X i nie ma na celu naruszenie godności osobistej przedsiębiorstwa Ferguson Sp. z o.o. z Poznania, w tym jej dobrego imienia. Niestety urządzenie zasłużyło sobie na taką, a nie inną recenzję, o czym niżej.

W temacie Android Boxów siedzę intensywnie od mniej więcej dwóch lat. Jakieś 1.5 roku temu, w dniu moich urodzin, sprawiłem sobie prezent w postaci losowego Android Boxa znalezionego w Media Markcie – akurat leżał tam jakiś MyGica ATV585 z Androidem 4.4 na pokładzie. Urządzonko posłużyło 1.5 roku – i posłużyłoby dłużej, lecz zdarzył mi się niestety brick – z własnej winy –  i urządzenie nadaje się do poważniejszej wymiany (albo po prostu kosza) – ale o tym w innym wpisie. Ponieważ Android Box służył mi całkiem nieźle – nie był totalnie spapranym dziełem z Chin, nie był też demonem wydajności, ale jako tako działał, postanowiłem spróbować ponownie.

Zatem zechciałem zakupić inne urządzenie. Na oku miałem Xiaomi Mi Boxa, lecz odezwała się we mnie po raz kolejny żądza utrafienia cebula deals, wobec czego przypomniałem sobie o urządzonku polskiej przecież produkcji – Ferguson FBOX, które w swoich wcześniejszych odsłonach zbierały solidne recenzje. Poprułem wobec tego do gdańskiego Saturna. Tam oczywiście jak zwykle kręci się ze 30 ekspedientów – i akurat na domiar złego, kiedy zawsze mnie zasypują swoim „czy czymś pomóc”, tak tym razem żadnego z nich nie mogłem dorwać. Po drodze kręcił się jakiś wąsaty Mirko-Janusz. Zaczepiłem go i poprosiłem o podłączenie „cuda” do jakiegoś wolnego telewizora 4K, na co ten niechętnie podreptał dokonać dzieła.

Mirko-Janusz partolił się z urządzeniem straszliwie, chciałem mu ogólnie pomóc, ale jednocześnie go nie obrażać, to cierpliwie poczekałem. Odetchnąłem z ulgą, gdyż pierwsze co usłyszałem od Mirka to „czemu tu nie ma USB w zestawie” i wnet pomyślałem, że typ będzie próbował na twardziela podłączać urządzenie do telewizora przez kabel USB. Na szczęście w terminologii Mirka, kabel USB był kablem HDMI. Ogólnie szło mu całkiem nieźle aż do momentu jak Mirko-Janusz chciał wsunąć Ethernet w telewizor, a nie w FBOXa, no to już musiałem interweniować, bo by pewnie potem z 3 godziny szukał internetu w urządzeniu. W końcu dał mi pilota i mogłem chwilę się urządzonkiem pobawić, ale jako że Mirek dyszał mi w kark, stwierdziłem, że „na pierwszy rzut oka całkiem OK” i zabrałem te „cudeńko” do domu.

 

Instalacja i wstępna konfiguracja

Jako, że posiadam telewizor 4K (ale bez HDR) z wejściem HDMI 2.0, a producent reklamował, że urządzenie posiada również takie wyjście i rozdzielczość 4K, podłączyłem urządzenie, które powitało mnie ładnym i schludnym menu wyboru języka. Wybrałem oczywiście nasz ojczysty, następnie urządzenie spytało się mnie o rozdzielczość – bez problemu rozpoznało 4K – i tak się zameldowało. Można sobie było wybrać opcji od groma – od 480p do 4K właśnie – i to z różnymi ustawieniami odświeżania – na szczęście mój TV ogarnia 4K60FPS, czyli najwyższą opcję.

I tu pojawia się pierwsze ale – interfejs jest albo przeskalowany z niższej rozdzielczości (widoczne jest ząbkowanie przy bliższym zapoznaniu się) albo ma kijowe renderowanie 4K. Nie jest to aż tak rażący problem, gdyż było to do przewidzenia – taki mały box pewnie by się sfajczył w środku, gdyby mu zapodać interfejs w prawdziwym 4K.

Za schludną konfigurację producent otrzymuje zdecydowanie plusa. Można również dostosować „przybliżenie” ekranu – jeżeli jakimś cudem telewizor nam ucina rogi, może to w łatwy sposób dostosować. Oczywiście ustawiamy również internet – Ethernet (tj. internet po kablu) jest rozpoznawany natychmiast i bez zadyszki – Wi-Fi nawet nie sprawdzałem – producent zarzeka się, że obsługuje 2.4GHz i 5GHz. Niestety jak bardzo zajebiste te Wi-Fi by nie było – i tak na Android Boxach zawsze chodzi „jako tako” – więc już zmęczony zabawami w odchodach nawet już tego nie sprawdzałem – Ethernet działa OK – tak jak trzeba.

No i na sam koniec… widzimy, że interfejs nie jest do końca spolszczony, bo mamy opcję „Login to Google Play” napisane po angielsku. I tutaj już widzimy, że tłumaczenie było robione raczej na odpierdziel. Możemy zatem zalogować się od razu do Google.

 

Menu główne

Po inicjalizacji wita nas menu główne urządzenia.

Menu – launcher producenta niestety ma wielkiego minusa. Jest wręcz obrzydliwe – brzydko wyglądające kafelki z przerobionymi logami np. Google Play (dlaczego to jest zielone? czyżby Shrek puścił kamszota na ekran?), YouTube wygląda jak marna podróbka loga YT w jakiejś reklamie albo spamie, pod enigmatyczną nazwą „Odtwarzacz” kryje się MXPlayer, a logo błędnie nam sugeruje, że mamy tu Player (z TVNu). Nawet logo KODI jest spieprzone – przecież to program open source, nie można było wykorzystać oficjalnego loga? Generalnie interfejs wygląda śmiesznie – to jest już 5 czy 6 urządzenie producenta z rzędu – a ma wciąż podobny interfejs. Na górze mamy wielkiego paskudnego szarego PLUSA gdzie można sobie wrzucić skrót do ulubionej aplikacji na pulpit.

A w tle? Genericowy screenshot z wizualizacji dźwięku z Winampa. Amen. Już lepsza chyba byłaby czerń albo logo producenta.

O reszcie się nie wypowiem, gdyż menu ustawień jest dziełem Androida, a nie producenta – tak samo lista aplikacji.

 

Aplikacje

Dużym plusem dla producenta jest brak totalnie zbędnych aplikacji – producent ograniczył liczbę aplikacji do minimum (bo gdyby wrzucił ich więcej to urządzenie pewnie by wystrzeliło w kosmos – o czym niżej). Mamy tutaj przede wszystkim Videostara. I tutaj FBOX faktycznie błyszczy, bowiem od kilku iteracji współpracuje z twórcami Videostara i widać, że aplikacja jest faktycznie dedykowana pod urządzenie – nie tnie, chodzi bardzo dobrze. Inna sprawa, że Videostar mało które kanały nadaje w HD, więc w urządzeniu które obsługuje (rzekomo) kodek H265 stosowany m.in. na płytach UltraHD to praktycznie żadne osiągnięcie – może narzekam, ale tak jest. Z drugiej strony Videostara za chiny ludowe nie można przełączyć pilotem w tryb pełnego ekranu. Trzeba użyć myszy / aplikacji na smartfonie. Plus jest za to, że twórcy aplikacji specjalnie dla FBOXa dodali możliwość poruszania się po liście kanałów pilotem – w oryginalnej wersji tego nie ma. Inna sprawa, że Videostar ma w tym urządzeniu przestarzały interfejs – niedawno twórcy dodali zupełnie nowy, według mnie ładniejszy.

MXPlayer to klasyka gatunku, łyka wszystko, później TuneUp Radio – nie próbowałem, mam to gdzieś. Tak samo Netflix – zapewne działa po aktualizacji. Najbardziej interesowało mnie Kodi – te zainstalowane fabrycznie w wersji Kodi 16.1 Jarvis działa całkiem nieźle, lecz obecnie mamy wersję Kodi 17.3 Krypton, wobec czego z ciekawości poszperałem na stronie Fergusona… i faktycznie była aktualizacja urządzenia zawierająca Kodi (ale 17.0) – o tym poniżej…

 

Aktualizacje urządzenia

Urządzenie posiada możliwość aktualizacji firmware – byłem zachęcony dotychczasowym aktualizowaniem urządzeń przez Fergusona – i widząc, że całkiem nieźle im to idzie, poszperałem i znalazłem aktualizację z kwietnia 2017 roku z dopiskiem KODI 17. Urządzenie aktualizuje się albo przez OTA (online) albo z pendrive’a. Wystarczy albo wybrać OTA albo manualnie przerzucić plik ZIP na pendrive. Ponieważ OTA z nieznanych powodów nie odnalazła żadnych aktualizacji, mimo że jak byk widnieje taka na stronie, to użyłem pendrive’a – aktualizacja przebiegła prawidłowo pierwszym razem – co jest dla urządzeń tego typu dosyć rzadkie, bowiem takie aktualizacje (taka, ku..wa przecież, podstawowa czynność – prawda?)  mogą nawet czasem zbrickować urządzenie, a nie daj boże zabierze nam prąd to urządzenie wystrzeli w kosmos albo wybuchnie.

Po około 10 minutach urządzenie się zaktualizowało – producent zatem nie kłamał.

Kodi 17 Krypton

No i dochodzimy do sedna. Urządzenie trafiło na rynek – kiedy? – w styczniu / lutym 2017 roku. Kodi 17 wyszło gdzieś załóżmy w marcu / kwietniu 2017 roku. I już w tym momencie te urządzenie jest totalnie bezużyteczne dla użytkowników Kodi. Kodi wraz z wersją 17 wprowadziło obsługę linków HTTPS. Można się bawić w inne dystrybucje Kodi, które mają obsługę HTTPS np. SPMC / EBMC, ale wiadomo że najlepiej jeżeli będzie to „czyste” Kodi. No i myśląc, że producent – wszak polski (filię ma polską – lecz tak naprawdę to zagraniczny Ferguson Digital) będzie miał oleju w głowie i jakoś te Kodi pod urządzenie podrasuje – w końcu wypuścił oficjalną aktualizację.

Włączyłem Kodi 17 i przeraziłem się – powitał mnie ten sam potwornie wolny interfejs, w którym animacje mają po kilka klatek na sekundę, jaki uzyskałem na MyGica ATV585 jakimś cudem „side-loadując” Kodi 17.3 na to urządzenie. Identyczne. Gdzie MyGica miała procesor S805, a FBOX4X o niebo lepszy S905X. Masakra. Czytając gdzieś, że Kodi „musi się rozruszać” i klnąc pod nosem, spokojnie skonfigurowałem Kodi i pozostawiłem maszynkę na parę godzinek. Gdy do niej wróciłem i zrestartowałem Kodi, faktycznie interfejs przyspieszył – osiągnął lekko rwane 60fps – pomyślałem, że będzie dobrze – nie doszedłem jednak do menu ustawień, gdy po kilku chwilach interfejs znowu zaczął potwornie rwać. W tym momencie już się porządnie zdenerwowałem na urządzenie. Ponieważ Kodi generalnie jest programem piekielnie topornym, a jego konfiguracja przypomina drogę przez lawę na bosych stopach, pomyślałem, że może chociaż odtwarzanie filmów działa jako tako – a tu nie. To samo co z interfejsem.

Urządzenie ma 4K? To śmiech na sali. Przy Kodi 17 rwie nawet film 360p – nie da się tego oglądać – tnie się, rwie, zacina – z internetu, z pendrive’a, z dysku, z korbki na kur#a kapiszony. Resetowałem urządzenie z 15 razy – to samo. Ciągle te samo rwanie.

Jakby ktoś pytał – spróbowałem po prostu jak człowiek zainstalować najnowsze Kodi ze Sklepu Google – sytuacja jest identyczna. Włączałem, wyłączałem różne opcje – dostosowywałem odświeżanie ekranu, nawet edytowałem advancedsettings.xml – nic kompletnie nie pomogło. Urządzenie po prostu poległo przy podstawowej funkcji – odtwarzaniu materiałów video – i to sromotnie. To nie są leciutkie zacięcia co kilka minut – to jest po prostu napie.alanie 5 klatek na sekundę.

Dla hecy wyłączyłem nawet renderowanie sprzętowe. Wyobrażacie sobie, że urządzenie JESZCZE BARDZIEJ ZWOLNIŁO? O ile to możliwe? To już nie było 5 klatek na sekundę tylko PÓŁ klatki na sekundę. Wspaniała decyzja Fergusonie, czy Wyście w ogóle to testowali? Parafrazując NRGEEKa – CZY KTOŚ TO KUR#A TETOWAŁ?

Aha – i żeby nie było. Próbowałem pliki 720p i 1080p. Przy 4K urządzenie natychmiast crashowało – bez względu na format.

Alternatywy dla Kodi

Nie poddając się, dalej całkiem pozytywnie nastawiony do urządzenia, pomyślałem, że może wypróbuję SPMC i EBMC. Przy SPMC interfejs dalej rżnął niemiłosiernie – ale za to filmy odtwarzały się… prawidłowo. Nic dodać nic ująć – po prostu się odtwarzały. Przy plikach 4K miałem czarny obraz. Way to go po prostu. Nie po to wywalam 300 złotych (gdzie mogę mieć urządzenie o LEPSZYCH parametrach za 150zł z Allegro – tak, LEPSZYCH – bowiem tamte urządzenia mają po 2GB RAM).

 

YouTube

Pomyślałem, że być może wypróbuję po prostu YouTube’a. Zapuszczę sobie coś na uspokojenie i ukoję nerwy. Oczywiście aplikacja nie posiada JAKIEGOKOLWIEK WSPARCIA NA PILOTA. Po prostu go nie ma. Jak zwykle. No nic, byłem na to przygotowany, więc odpaliłem appkę do sterowania FBOXem na komórce (swoją drogą bardzo dobra – opisuję ją niżej) i włączyłem pierwszy z  brzegu film 4K – Costa Rica.

Aplikacja się zawiesiła. Czekam spokojnie. Mieli, mieli i nagle odtwarza w totalnie gównianej jakości. Dałem na fullscreen i wybrałem w opcjach najpierw 1080p. Obraz się zatrzymał, dźwięk też, film zaczął zgrzytać. Pomieliło, pomieliło – zaczęło się odtwarzać. Zatrzymało się. Pomieliło. Zaczęło odtwarzać. Wszystko przy Ethernecie – internet od UPC 60mb/s, pingi idealne wręcz (16ms), łącze wolne od zakłóceń, prędkość normalna. Po chwili jakoś to ruszyło.

TYLKO DLACZEGO PODCZAS ODTWARZANIA FILMU MAMY WRAŻENIE JAKBY URZĄDZENIE BYŁO PENDOLINEM, KTÓRE NAPIERDALA W PRZEPAŚĆ? Serio, można od tych urządzeń dostać nerwicy. Jak oglądam na nim film, to miałem wrażenie, jakbym jechał pociągiem, które napierdala 2000km/h, aby spaść w przepaść – po prostu boję się odruchowo, że za chwilę coś jebnie, chrupnie, zatnie się albo urządzenie odleci. PRZECIEŻ TO PIEPRZONY YOUTUBE, GODDAMIT!

Stwierdziłem, że już mi wszystko jedno i chcąc już żeby urządzenie opuściło już ten ziemski padół i się więcej biedne nie męczyło, odpaliłem mu 4K. Nie mówiąc dłużej – urządzenie się momentalnie totalnie spierdoliło i trzeba było wyciągać wtyczkę, żeby je zrestartować.

YouTube’a sobie darowałem, a jestem takim wspaniałomyślny, że na usprawiedliwienie producenta powiem, że aplikacja YouTube przy tak małej ilości RAMu, jak w tym urządzeniu nie ma prawa działać poprawnie, gdyż jest przeładowaną kupą złych nawyków developerskich.

 

TubeMate i YouTube z przeglądarki

Jest taka szemrana appka, której Google baardzo nie lubi – TubeMate, niedostępny w Sklepie Google pozwala na pobieranie filmów z YouTube’a za pomocą komórki i ich oglądanie za pomocą zewnętrznego playera / playera wbudowanego w TubeMate. Jak wszyscy wiemy, o wiele lepiej jest odpalić film w innym odtwarzaczu niż appka YouTube, czy też przeglądarka – z prostego względu. Playery zewnętrzne mają zwykle bardzo dobrze skonfigurowane przyspieszenie sprzętowe, więc jest nadzieja, że będą działały poprawnie.

No i zachęcony zainstalowałem TubeMate – na początku przywitała mnie totalnie pierdoląca się i zacinająca przeglądarkowa wersja YouTube’a, gdzie video w 144p wydawało charczące dźwięki i ciągle się buforowało. 2017 rok, kurwa – pomyślałem. Ale nie zrażony, odpaliłem ten sam filmik z Costa Rica, chociaż teraz to pewnie kurwa wiadro melisy bym chętnie wypił na uspokojenie, a nie jakieś leniwce oglądał – wybrałem ostatkiem sił jakość 4K (nacelowanie kursorem w przycisk Download jak się cokolwiek odtwarza na tym urządzeniu to kurwa jedna z prac Herkulesa – obrazowo mówiąc) i kazałem odpalić film w odtwarzaczu TubeMate.

A tu eureka. Chwilę ścięło (dobra tam – 4K pomyślałem – może lekko się ściąć) i nagle ukazał mi się piękny obraz w 4K – z ostrym jak żyleta obrazem. Ale i tu nie było idealnie. Co pół minuty zdarzało się małe ścięcie – ale dało się jako tako oglądać. No właśnie. Jako tako. A ile trzeba się namęczyć, żeby włączyć pieprzony filmik z leniwcami? A odpowiem wam tak. Więcej, niż wejść na pieprzony komputer, pobrać film, wrzucić na pendrive i odpalić z wbudowanego playera w telewizor. Tyle to trwa. A player w telewizorze jakoś śmiga od razu – a według producenta (Philips) ma jedynie dwurdzeniowy procesor. Coś tu jest, kurwa, bardzo nie tak!

 

Ultra HD

No właśnie. Czy to jest w ogóle Ultra HD i rozdzielczość 3840×2160? Mam bardzo duże wątpliwości. Interfejs jest nieco przymglony, widoczne jest mocne ząbkowanie, filmy wyglądają spoko, zaś na zdjęciach widać jakby pozostałości przeplotu (?). Moim zdaniem te 4K jest bardzo udawane. Producent wprowadza tutaj nieco w błąd – może nie kłamiąc do końca, lecz wszystko w tym urządzeniu jest szemrane. Rozdzielczość niby jest, ale wygląda jakby była upscalowana z niższej rozdzielczości. Nie mam na wyposażeniu jednak urządzeń, które by to potwierdziły, lecz video odtwarzane z wbudowanego w TV playera, jak z FBOXa znacząco się różnią na korzyść telewizora – gdzie są znacznie ostrzejsze.

 

Zapomniałem jeszcze dodać, że o ile Jarvis 16.1 w wersji fabrycznej urządzenia, jak i SPMC meldują się, jako urządzenia 4K (3840×2160, 60fps), tak Kodi 17 wykazuje tylko 1080p, zatem jest tu ewidentny szwindel, którego nie zauważą mniej doświadczeni użytkownicy, zresztą w Kodi 17 pewnie przy 144p byłyby wielkie problemy.

 

Design

Jak za prawie wszystko producenta można by zjechać, tak design jest naprawdę w porządku. Urządzenie jest wręcz maciupkie – mikroskopijne. Mieści się spokojnie w dłoni i byłem pod wrażeniem jego małych rozmiarów. Logo FBOX4X nie razi, pasuje do ogólnego wyglądu urządzenia, a na górze mały srebrny pasek z hmm… wygrawerowanym (?) logiem producenta „Ferguson”. Urządzenie jest dobrze spasowane, obudowa wykonana z plastiku, lecz nie skrzypi, wszystkie porty osadzone poprawnie i generalnie nie ma się wrażenia, że urządzenie się zaraz rozleci. Aż szkoda to pisać, bo wygląd to chyba jeden z najmocniejszych punktów urządzenia. I szkoda, że uczucie stabilności nie stoi tak samo pod względem oprogramowania.

 

Pilot

(obrazek podpierdzielono z AndroidTVBox.eu – przepraszam, ale urządzenie zwróciłem do sklepu tak szybko, że nie zdążyłem zrobić swoich zdjęć)

Do zestawu dołączono pilot – a właściwie pilocik oraz standardowo dwie chińskie baterie AAA. I tutaj … kolejny plus! Pilot jest co prawda na standardową podczerwień, lecz tak dobrego pilota nie widziałem dawno. Bardzo fajnie leży w dłoni, jest mały – nie trzeszczy ani nie skrzypi i jest zaskakująco responsywny. Po prostu śmiga jak rakieta – i nie trzeba bo celować jakoś specjalnie super w urządzenie. Dla porównania moja MyGICA okropny, trzeszczący i ultra nieresponsywny pilot, który nie dość, że był wolny, to jeszcze wymagał snajperskiej precyzji. Pilot ma też całkiem niezły zasięg, udało mi się nawet podgłosić coś „zza krzesła”.

Mimo, że o tym nie chwali się producent, ani nie widziałem tej informacji w żadnej z recenzji – pilot ma wbudowany AirMouse czyli symulator myszy. Jeżeli nic nie robimy na urządzeniu to działa spoko, ale spróbujcie nie daj boże odpalić YouTube – myszka nagle dostaje zadychy i wszystko radośnie rwie i szarpie ;-). Inna sprawa, to że przełączanie z trybu myszy do pilota odbywa się mało intuicyjnie – kursor jest słabo widoczny, znika, pojawia się – jak chce. Czasem nie wiemy, czy korzystamy z trybu myszy czy pilota. Trochę plus, trochę minus.

 

Łączność

Producent daje nam standardowy zestaw złącz – mamy HDMI, dwa porty USB, Ethernet, wejście na zasilacz oraz wejście AV na mini-jacka 3.5mm z którego możemy wyprowadzić sygnał composite na starsze telewizory kineskopowe. Z bezprzewodowych opcji mamy oczywiście Wi-Fi i Bluetooth. Urządzenie obsługuje też Miracasta, jednakże tej technologii tak szczerze i osobiście nie znoszę, że ciężko tu o niej wspominać. Technologia ta pozwala rzucać na ekran telewizora ekran np. z naszego smartfona, jednakże wszystko to odbywa się za pomocą Wi-Fi. Obraz jest za pomocą tej technologii marny (720p z licznymi artefaktami), nadto się ostro tnie i gubi klatki. Jest to po prostu kula u nogi, dlatego tej funkcji po prostu nie polecam, lepiej pozostańcie przy kablach HDMI, a strumieniowanie niech się odbywa za pomocą przesyłania plików a nie obrazu z jednego urządzenia na drugie.

Urządzenie posiada HDMI-CEC. Niestety mam Philipsa, który ma swoją iterację HDMI-CEC w postaci EasyLink – i mi ta funkcja nie działa. Pozwala ona na sterowanie urządzeniem za pomocą pilota od telewizora. Zakładam jednak, że wina jest po stronie telewizora.

 

Sprzęt

I wreszcie jak w standardowej recenzji – nie można się obyć bez benchmarków. Ale ta się obędzie. Nie zamierzałem i nie zamierzam odpalać na tym urządzeniu już nic więcej. Darowałem sobie Srututu-Antutu i inne benchmarki – po prostu się poddałem. Jeżeli urządzenie nie potrafi odtworzyć poprawnie filmów, to po co go katować jeszcze grami albo obliczeniami 3D? Dałem już sobie siana.

Specyfikacja techniczna:

System operacyjny Android 6.0 Marshmallow
Główny procesor Amlogic S905X-B
Podsystem CPU ARM® CortexTM-A53
Quad-Core CPU do 2.0GHz
Grafika 3D Penta-Core Mali-450 @600MHz
OpenGL ES 2.0, OpenCL
Pamięć DDR3 DDR3 1GB
Pamięć FLASH eMMC 8GB
Wi-Fi Wbudowane 802.11 b/g/n, 2.4G/5G dual band
Ethernet Wbudowane 100Mb RJ-45
HDMI 2.0 4K UHD @60Hz do 4096x2160px, 1080p/i, 720p, 576i, 480p
Format plików wideo MKV, MP4, WMV, MPG, MPEG, DAT, AVI, MOV, ISO, inne
Obsługiwane kontenery wideo MKV(h.264/h.265), WMV, MP4, RM, RMVB, TS, AVI, VOB, MOV(h.264/h.265), ASF, 3GP, inne (aplikacje z Google Play)
Proporcje obrazu 4:3, 16:9
Rozdzielczość wideo 4K UHD @60Hz do 4096x2160px, 1080p/i, 720p, 576i, 480p
Dekodowanie audio MP3, WMA, WMA, AAC, OGG, OGA, FLAC, ALAC, inne
System plików NTFS, FAT32
Temperatura 0-40 °C
Wilgotność < 95%
Rozmiary 85*85*15 mm

 

Podsumowanie

Co w tym urządzeniu nie zagrało? Odpowiedź jest bardzo prosta i prozaiczna. Sam procesor jest bardzo spoko. Pamięć eMMC w wielkości 8GB – normalka, po to jest port na karty microSD – system się mieści i tyle nam w sumie trzeba. Do USB można też podpiąć standardowo dyski i pendrive’a – i przy okazji zobaczyć wspaniale spieprzone tłumaczenie komunikatu, który brzmiał mniej więcej: „PAMIĘĆ ZAMONTOWANO”. Czy to Android Box dla przeciętnego Kowalskiego, czy jakiś Terminator ze SkyNetu z tłumaczeniem Google’a? Nie można było wpisać „Wykryto pamięć USB”, „Pamięć gotowa do użytku”, albo po prostu nazwę wykrytego dysku / pendrive’a? :-D.

 

Otóż co nie zagrało to pamięć RAM. Nie wiedzieć czemu, inżynierzy z Fergusona są zatwiardziałymi konserwatystami – albo sadystami układów PCB, gdyż wciąż z uporem maniaka w każde urządzenie ładują 1 GB RAMu. I nieważne czy urządzenie ma rozdzielczość 720p, 1080p, 4K, jak masz Fergusona, to „jedynkę” masz jakby na pewniaka. Nie muszę chyba mówić, że jest to skandalicznie – wręcz KRYMINALNIE mała pojemność. To powinno być karalne. W tej chwili odwiedziłem Allegro – a tam najgorsze odmęty z chińskiego Hadesu, kosztujące 150zł mają 2GB RAMu. Często udawane programowo – ale MAJĄ. FBOX ma skromną jedynkę. Gdzie przy 1080p 1GB RAMu to już jest mocne bleeding edge, tak przy 4K to już jest całkowicie poza jakimkolwiek logicznym rozumowaniem.

Producenci muszą się nauczyć prostej zasady:

1GB RAMu – 720p OK, 1080P – bleeding edge,

2GB RAMu 1080P OK, 4K – bleeding edge / OK

i tak dalej.

Dorzucenie jeszcze „jedynki” oraz poprawienie tego okropnego oprogramowania mogłoby uratować urządzenie – i mało tego, byłby to dobry box. Bo to nie jest tak, że FBOX jest całkiem zły – ma zadatki na dobre urządzenie, design mamy, pilot, łączność, dobry procesor i grafikę – HDMI 2.0 i jako takie wsparcie 4K, ale urządzenie te nie ma szans na odkupienie się, skoro przy samym starcie, gdy urządzenie „idluje” mamy dostępne jedynie 50-48% pamięci RAM!

Android w wersji 6 jest zdecydowanie za mocnym systemem na tak ograniczone urządzenie.

Dorzućcie do tego KODI, a FBOX ma na dekodowanie skomplikowanych plików video może z 10-20% wolnej pamięci.

A gdy brakuje RAMu – zaczyna się szarpanie. To nie wina procesora, lecz braku RAMu.

 

Konkludując na tym urządzeniu:

a. albo powinno się znaleźć 2GB a nawet 3GB pamięci RAM

ALBO

b. producent nie powinien instalować na nim Androida, lecz lekką dystrybucję Kodi – OpenElec / LibreElec, która pozwoliłaby, by urządzenie zalśniło.

 

A tak rży, jak zarzynany osioł, krztusi się, rwie, zacina. Smutne to.

 

No i na sam koniec. Jak odłączyłem urządzenie po „heavy usingu” – czytaj odpaleniu go i pochodzeniu po menu, to myślałem, że dostanę oparzenia 3-go stopnia – urządzenie wręcz płonęło. To tyle. NIE POLECAM!

 

OCENA: 2/10

 

Plusy:

+ pilot

+ Videostar

+ konfiguracja

+ brak bloatware, prosta aktualizacja oprogramowania

 

Minusy:

  • chińskie naleciałości, słabe tłumaczenie, okropna instrukcja obsługi z mnóstwem błędów gramatycznych,
  • bardzo wolne urządzenie, zacinki,
  • BRAK wsparcia dla Kodi 17 pomimo deklaracji producenta, Kodi 16 / SPMC / EBMC ledwo zipią,
  • wsparcie 4K jest bardzo słabe, urządzenie wręcz „pali się” przy jego odtwarzaniu, duże wątpliwości co do natywności rozdzielczości
  • brak kabla HDMI czy też RCA w zestawie,
  • niestabilne oprogramowanie,
  • okropny i ochydny interfejs,
  • urządzenie nie odtwarza nawet filmów na YouTube, brak interfejsu Android TV lub chociażby czegokolwiek udającego interfejs TV,
  • responsywność wołająca o pomstę do nieba – szybki sposób na trafienie do szpitala psychiatrycznego,
  • urządzenie potwornie się nagrzewa, stwarza zagrożenie.

 

No i ostatni plus dla sklepu Saturn, że pozwolili mi go zwrócić i odzyskać pieniądze. Wstyd Fergusonie, wstyd. Sprawą powinien zająć się Rzecznik Praw Konsumenta, gdyż urządzenie te nie powinno nigdy opuścić fabryki.

 

PS.

Na pudełku mamy takie napisy jak 10bit. H265. HDMI 2.0. Wobec tego, jeżeli ktoś by się nadal spytał mnie – czy to obsługuje pliki H265 10bit? Nie wiem – i nie chcę tego wiedzieć. Życie mi jeszcze miłe i instalacja elektryczna też niczego sobie.

 

PS2.

I wolę też nie wiedzieć jak wyglądał i działał FBOX 4K, skoro 4X jest jego dopaloną wersją ;-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *