Autonomiczny Uber. Czyli o tym, jak idzie wdrażanie bezobsługowych samochodów w San Francisco.

Myśleliście, że znakomicie skonstruowana i wygodna aplikacja Uber to przyszłość? To jeszcze nic nie wiecie – od wczoraj mieszkańcy San Francisco mogą korzystać z usług… bezobsługowego Ubera!

Z każdym rokiem coraz pewniej wkraczamy w przyszłość znaną z filmów science fiction. Autonomiczne samochody to fakt – już istnieją, aczkolwiek zanim je zobaczymy w naszym zacnym kraju, minie jeszcze co najmniej kilkanaście lat. Zresztą tyle czasu zapewne upłynie, zanim zobaczymy te samochody na szerszą skalę w samym San Francisco.
Wyścig o kawałek tortu zwanym autonomicznymi samochodami zaczął się już parę lat temu, a wojna toczy się na wielu frontach. Mamy Google ze swoimi autonomicznymi samochodami, które kursują w ramach testów w „rodzinnych okolicach” siedziby Google, mamy również oczywiście producentów samochodów, jak Volvo, czy inne i mamy również… Ubera. Każda z tych firm ma inne podejście do tematu. 
Przede wszystkim tradycyjni producenci samochodów opracowują technologię kawałek-po-kawałku. Widzieliśmy już od dawna samoparkujące samochody, wyposażone w odpowiednie kamery, mające czujniki cofania – i tak dalej, ale to tylko namiastka, ledwie zalążek w pełni autonomicznej jazdy. Producenci samochodów w nowych modelach aut wprowadzają po trochu nowe technologie, skupiając się raczej na modelu jazdy przy asyście kierowcy, który w momencie wyczucia zagrożenia albo błędu autonomicznego samochodu, chwyci za kółko i sam zmieni kierunek na właściwy.
Natomiast Google i Uber idą w stronę usług przejazdów, np. w mieście właśnie. Samochody autonomiczne wyposażone są oczywiście w porządnej jakości antenę, konkretny GPS, coś w rodzaju sonaru (obrotową głowicę, która „skanuje” teren) oraz oczywiście kamery 360 stopni w wysokiej jakości, tak aby procesor we wnętrzu samochodu był w stanie prawidłowo rozpoznać kształty innych pojazdów i trzymać się drogi. 
Od dnia dzisiejszego Uber pozwala swoim klientom zamówienie futurystycznego samochodu Volvo XC90 typu SUV. Nie jest to jednak całkowicie autonomiczny samochód – w każdej ze 100. zamówionych przez Uber samochodów jest 2 kierowców (pilotów? :-)), którzy w razie zagrożenia chwycą za kółko, przełączając tryb autonomicznego jeżdżenia na tradycyjny, ludzki. 
Nie są to pierwsze samochody autonomiczne, które Uber puścił na ulicę. W Pittsburgu jeżdżą natomiast odpowiednio zmodyfikowane samochody producenta Ford – Ford Focus. Volvo jednak odpowiednio dopieściła technologię i jest to prawdziwy przełom. Kamer w tych samochodach jest już „tylko” 7, wcześniej było aż 22, natomiast sensory przeniesiono z boków samochodów na zderzaki. Nadal nie wygląda to jak całkiem normalny samochód, lecz chyba nie o to chodzi.

Wspomniałem o „sonarze” na górze samochodu, który zwie się LIDARem – jest to podobny w działaniu do Sonaru, 360 stopniowy laser, który skanuje teren w poszukiwaniu celu… erm… obiektów do wyminięcia ;-). 
W skrócie, LIDAR działa mniej więcej na zasadzie echolokacji, tylko że z wykorzystaniem światła laserowego – natrafia na obiekty i zwraca informacje dla procesora i oprogramowania autonomicznego auta, które następnie analizuje informacje. Z uwagi na ogromną prędkość światła, samochód ma czas na natychmiastową reakcję – zahamowanie, wyminięcie obiektu. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę opóźnienie przy dostarczaniu danych i analizowaniu ich przez procesor autonomicznego auta, to przy ludzkich „kilku sekundach” reakcji na wybiegającego jelenia, jak na załączonym zdjęciu, tak procesor przy jego milisekundach reakcji może uratować samochód, a nawet ludzkie życie.
LIDAR jest o wiele lepszą opcją, niż tradycyjna kamera, która służy jedynie pomocniczo. Laser oświetla obiekty i idealnie je odwzorowuje w przestrzeni.
Na zdjęciu powyżej ukazano sposób, w jaki LIDAR skanuje obiekt (wiązki lasera), a następnie je rozpoznaje – i to w ruchu (obwódki).
LIDAR mierzy czas, w jakim dostaje dane do analizy i na jego podstawie określa koordynaty położenia obiektu (przeszkody) – punkty X,Y,Z – oczywiście w trójwymiarze :-). I na tej podstawie „wie” w jakiej odległości są dane obiekty – np. jeżeli dostanie dane w ciągu określonej liczby milisekund, to wie, że dany obiekt jest bardzo blisko (mało ms) lub bardzo daleko (dużo ms, znaczące opóźnienie) i oczywiście według tych danych odpowiednio reaguje.
Co najważniejsze, LIDAR nie ma żadnych problemów z jazdą w nocy, gdyż laser również wtedy bez problemu rozpoznaje obiekty – i to byłoby również niemożliwe zwykłą kamerą. Próbowaliście kiedyś zrobić ładne zdjęcie nocą? Nawet lustrzanki za kilkanaście tysięcy wysiadają pod osłoną nocy :-).
Oczywiście wraz z wprowadzeniem tegoż samochodu, Volvo i Uber dostało masę pytań podekscytowanych ludzi, czy to oznacza, iż autonomiczne samochodu są „tuż-tuż”. I tutaj producent wozów i korporacja odpowiedziały zgodnie, że absolutnie nie. Jesteśmy bardzo oddaleni od powszechnego użytku. 
A o tym w kolejnym wpisie :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *