Autonomiczne samochody. Jak to obecnie działa i problemy prawne.

W poprzednim wpisie była mowa o pomyśle Ubera. Teraz czas na ocenę, w jaki sposób to wszystko wygląda.

Z racji tego, że nie mieszkam w San Francisco (jeszcze :-P) nie jestem w stanie ocenić i zdać relacji w jaki sposób działa autonomiczny Uber, dlatego będę się wzorował na opinii tych, którzy już z Ubera skorzystali.

Reakcje są jak najbardziej pozytywne – i nic dziwnego. Tym bardziej, że Uber łatwego terenu sobie nie obrał. Wszyscy wiemy, jak wygląda San Francisco – bardzo strome pagórki, tysiące małych uliczek i ulic jednokierunkowych, jednak autonomiczny Uber zdał test śpiewająco – za paroma wyjątkami. Autonomiczne samochody mają na chwilę obecną dosyć ślimacze tempo i zatrzymują się przed wszystkim. W San Francisco prawdziwą plagą są ludzie, a raczej osobodebile z wlepionymi gałami w smartfona. Dlatego też samochód co chwila stawał, bo oczywiście osobodebil musi koniecznie wleźć na ulicę waląc sobie przy okazji „snapki”. Samochód miał też nie lada wyzwanie z rowerzystami, ale również sobie poradził. 
Jeżeli chodzi o wypadki, to się one z autonomicznymi samochodami zdarzają, jak najbardziej. Jeżeli taki przypadek przedostanie się do mediów, to oczywiście wszelkie tabloidy i przeciwnicy nowych technologii biją na alarm, że autonomiczne samochody są niebezpieczne. Zanim jednak zaczniemy bić peany na rzecz naszych ludzkich kierowców, to zasięgając statystyk, odkryjemy, że większość takich (nielicznych zresztą) wypadków, czy stłuczek, było spowodowane ludzkim błędem – zwykle drugiego, „ludzkiego” kierowcy, który zderzył się z biednym, niewinnym autonomicznym samochodem. 
Swoją drogą ciekawe jakby zareagowali nasi rodzimi „janusze” na takie auta na drodze. Bankowo waliliby po rogach, bo przecież co to za przybytek :-). Albo zajeżdżali by specjalnie drogę. Może do czasu wprowadzenia takich aut, wszyscy „janusze dróg” się już pozabijają albo wymrą :-).
Czasem autonomicznemu Uberowi zdarzyło się jechać pod prąd w jednokierunkowej uliczce, jednakże ogólne wrażenia są jak najbardziej ok.
Jeżeli zaś chodzi o problemy prawne – nie chcąc zanudzać, pokrótce należy opisać, że prawo w Polsce nie zna pojęcia samochodu autonomicznego, a jako że prawo ruchu drogowego jest skonstruowane w ten sposób, że nic, czego nie przewidział ustawodawca w prawie ruchu drogowego nie może się poruszać po drogach publicznych, na chwilę obecną są to samochody kierowane przez osoby. Również kodeks cywilny przewiduje na chwilę obecną jedynie odpowiedzialność osoby kierującej samochód za szkody przez niego wyrządzone. Jako, że autonomicznych samochodów w Polsce na razie nie ma… to i nie potrzebne jest nam na chwilę obecną odpowiednie prawo – ale ustawodawca powoli może się za nie zabierać.
W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest bardziej skomplikowana – dużo stanów jazdy autonomicznej samochodem zabrania w ogóle, a inne natomiast dopuszczają ją po uzyskaniu odpowiedniej „licencji” na wprowadzenie takich aut. Zatem producenci nie mają lekko. Volvo jednak oznajmiło, że wszelkie wypadki, w imię rozwoju „bierze na siebie” :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *